Historia Pani Doroty

Witajcie

Dziś przedstawiam Wam historię Pani Doroty, która zmaga się z łysieniem plackowatym odkąd była mały dzieckiem. Łysienie Plackowate to dolegliwość, która dotyka osoby w różnym wieku: dzieci, młodzież  i osoby już dorosłe. Nie jest to łatwa dolegliwość i niestety dotyczy coraz to większego grona osób.

A o to już kilka słów od Pani Doroty:

Na początku jak miałam placki a było to jak miałam 8-9 lat to po zastosowaniu jakiś płynów maści pomogło. Teraz mam 57 lat od 7 lat jestem całkowicie łysa. Kiedyś pomagały sterydy naświetlanie PUFa i różne wcierania. Teraz jeżdżę co pół roku do kliniki do Katowic. na kontrolę. Jest ciężko peruka starcza na pół roku więc raz mam dofinansowanie a raz płacę w całości. Do domu jak wracam z pracy pierwsze co to zdejmuję ją. Bardzo ciężko jest latem bo syntetyk się nagrzewa i czuję się jak bym była pod suszarką Wpadły mi także brwi i rzęsy. Jak widzę jak kobiety mają piękne włosy to jest mi bardzo ciężko. Wiem że są ludzie bardzo ciężko chorzy i moja choroba to pikuś. Ale jest ciężko. Pozdrawiam

Za zgodą Pani Dorota udostępniam tę wiadomość. Może ktoś z czytelników będzie mógł poradzić z jakich dostępnych rozwiązań może skorzystać Pani Dorota aby jednak poczuć się bardziej komfortowo. Również chciałam jeszcze raz podkreślić, że osób mających tę dolegliwość w naszym kraju jest bardzo dużo. Dziękuję Pani Dorocie za odwagę i chęć rozmawiania o swoich odczuciach. Jednocześnie zachęcam inne osoby do rozmowy i podzielenia się tym co Wam pomogło i z jakich rozwiązań korzystacie.

pozdrawiam serdecznie

Sylwia

Społeczność Alopecjanie

Witajcie

Wielokrotnie powtarzam jak ważne jest abyśmy wspólnie rozmawiali na temat łysienia plackowatego i nie bali się rozmawiać o naszej dolegliwości. Dlatego z miłą chęcią chciałam poinformować, że na utworzonej grupie Alopecjanie jest już ok. 100 osób, których właśnie ten temat dotyczy. Bardzo się cieszę, że wspólnie przełamujemy bariery i dzielimy się zdobytym doświadczeniem w leczeniu tej dolegliwości.

Grupa Alopecjanie

Jeśli są osoby, które mają chęć rozmawiać o tej dolegliwości to zapraszam do kontaktu:lysienieplackowate24@wp.pl.  Chętnie poinformuję o organizowanych spotkaniach i opowiem jak wszystko przebiegało u mnie 🙂 .

 

Pozdrawiam serdecznie

Sylwia

 

Historia Teresy

Chcę aby ten rok był przełomowy dla łysienia plackowatego. Aby każdy, którego dotyczy ten temat mówił o tej dolegliwości otwarcie i żył w pełni bez żadnych ograniczeń.

Przedstawiam Wam historię Teresy, która niedawno do mnie napisała. Teresa ma łysienie plackowate i odważyła się o tym mówić i pisać. Zobaczcie jak łysienie plackowate potoczyło się u niej:

Mniej więcej 3 lata temu i jakieś 10 miesięcy po urodzeniu pierwszego dziecka, a także po 2 latach kompletnie nietrafionego odczulania przeciwko roztoczom, obudziłam się rano i po wstaniu z łóżka stwierdziłam,że coś tu się sypie z sufitu. Po wykonaniu kilku obrotów wokół własnej osi odkryłam,że to jednak nie z sufitu a z głowy. Moje długie do ramion włosy przegrały w nierównej walce z grawitacją i przy każdym ruchu zmierzały do środka ziemi. Hmm, pomyślałam, że oto nadszedł moment, o którym mówiły wszystkie znane mi matki karmiące i po prostu zaczęła się pociążowa utrata owłosienia. Kiedy jednak wizyta w łazience i mycie włosów, zakończyły się totalnym zatkaniem odpływu przez pokaźną garść kolejnych włosów, coś mi podpowiedziało, że to jednak będzie jakaś grubsza sprawa.

Kiedy dwa dni później siedziałam w gabinecie dermatologa, na głowie nie miałam już ok. 50% owłosienia i padła diagnoza – łysienie plackowate. Zalecono mi Loxon oraz  żeby się nie stresować ( bo to na pewno stres). Cóż, stres dopiero miał się zacząć, gdy po tygodniu 80% moich włosów opuściło swe dotychczasowe miejsce zamieszkania. Ogólnie czas wypadania przypominał mi zrzucanie zimowej sierści przez mojego kota, kiedy to kłaki były absolutnie wszędzie, a zebrane do kupy, mogły stanowić materiał na pokaźny koc. Niezadowolona  z takiego obrotu sprawy (w pracy pytano mnie czy zmieniłam religię, gdyż nagle zaczęłam pojawiać się w chustce), zmieniłam dermatologa. Pan zakwalifikował mój przypadek jako łysienie totalne i skierował do szpitala.

Ah, cóż to były za wakacje. Piękny, upalny lipiec a ja dwa tygodnie na oddziale dermatologicznym, gdzie sami stali bywalcy, paradują w slipkach, bądź satynowych szlafroczkach, wysmarowani maściami i otwarci na wszelkie nowe znajomości. Klimat sanatorium potęgował jeszcze w moim odczuciu rodzaj terapii – PUVA, który polega na opalaniu w turbosolarium, po uprzednim połknięciu fotouczulacza (coś podobnego do oparów barszczu Sosnowskiego). Oddział dermatologiczny jest relatywnie lekkim oddziałem, tak więc każdy robi to, co lubi. Jedni ćwiczą balet, inni obmyślają, gdzie ukryć „te bezsensowne tabletki na nadciśnienie, bo ja nie mam nadciśnienia!”, jeszcze inni udzielają się towarzysko i wykonują niekończące się tournee po salach oddziału. Ale wróćmy do łysienia, terapia zadziałała, choć chyba nie dokładnie zgodnie z planem… dwa tygodnie po powrocie ze szpitala wypadły mi absolutnie wszystkie włosy. Podsumowując, przejście od stanu normalnego do wyłysienia całkowitego, zajęło mojemu organizmowi jakieś 1,5 miesiąca.

To oczywiście nie koniec historii Teresy – całe jej życie z łysieniem całkowitym opisuje na swoich stronach więc zobaczcie sami:  zawszeuczesana.wordpress.com    bosastopa.kinea.pl

Bardzo Ci dziękuję, że podzieliłaś się swoim doświadczeniem i że masz w sobie tyle siły i energii aby cieszyć się życiem z włosami czy nie :).

Pozdrawiam serdecznie

Sylwia

Dla przypomnienia – “Moja historia”

Witajcie

Bardzo dziękuję za wiadomości od Was, że dzielicie się swoimi odczuciami i doświadczeniem z łysieniem plackowatym. Sporo ostatnio pojawiło się pytań o tym jak dolegliwość przebiegała u mnie i co mi pomogło. Dlatego podsyłam filmik, który nagrałam już kila lat temu, w którym opowiadam moją historię.

Zachęcam Was również do opisania Waszych – każde doświadczenie i wnioski to krok do przodu dla osób, które dopiero zaczynają przygodę z łysienie plackowatym.

 

Pozdrawiam serdecznie