Opinie o książce – już są :)

ANNA

Książka jak dla mnie super – podziwiam że tak się w niej otworzyłaś i masz tyle w sobie odwagi. Myślę że będę do niej jeszcze wracać.

 

KAROLINA

Książka jak najbardziej mi się podoba, ważne jest to, ze podzieliła się Pani swoimi uczuciami jakie Pani towarzyszyły i pokazała sposób w jaki mozna “oswoic” łysienie plackowate. Na pewno będę polecać klientom, którzy przychodzą do mojego gabinetu z takim problemem.

 

MAŁGORZATA

Książka ku mojemu zaskoczeniu porusza tematy z życia utwierdziła mnie że bez względu na to czy chorujemy czy nie to te same problemy i sytuacje dotyczą nas i jesteśmy podobni. U mnie do poprawy jest systematyczność i od tego zaczynam.

 

PAULINA

Podoba mi się bardzo a ja osobiście odbieram to jak poradnik :-))  Myślę, iż nawet przeczytam ją  jeszcze raz, gdyż poruszasz takie ” życiowe sprawy”, które warto zapamiętać. Uważam iż są w tej książce tematy nad którymi warto
się zatrzymać i zastanowić.

Widać, iż to co Cię spotkało zmusiło Cie do pewnych refleksji i przemyśleń.

 

RYSZARD

Książkę przeczytałem, jest świetnie napisana, jest taka prawdziwa, praktycznie jest przeznaczona dla każdej osoby, nie tylko chorej na łysienie plackowate, ponieważ duży wpływ na przebieg tej choroby ma stres i nasze podejście psychologiczne i emocjonalne. A przecież ze stresem, huśtawka emocji mamy na co dzień. Szczególnie spodobał mi się rozdział—Efekt maski– bardzo trafne spostrzeżenia, podoba mi się też to, że książka jest dedykowana mamie, zachęcam wszystkich do przeczytania tej książki i życzę wszystkim miłego czytania, a Sylwii Nadwornej chciałbym podziękować za pomoc innym. Wszystkiego Najlepszego Sylwia

 

JUSTYNA

No moja droga muszę Ci pogratulować – książka super. Bardzo wciąga i szybciutką ją się czyta. O łysieniu ale tak naprawdę o życiu piszesz- bardzo mnie ujęła- zwłaszcza ten rozdział o maskach… I wiesz co muszę Ci powiedzieć, że czekam na kolejną książkę bo masz talent i dar do pisania aby tak napisać by z taką lekkością się czytało. Biorę się za pracę nad sobą – dzięki!

 

AGNIESZKA:

Bardzo płynnie się ją czyta i jest poruszająca. Dobry rozdział o związkach – sama prawda :). Książka zmusza do refleksji i daje nadzieję, że ze wszystkiego da się pozbierać, tylko trzeba zmienić myślenie. I pokazuje  jak wartości się zmieniają jak mówimy o chorobie i co tak naprawdę w życiu jest ważne.

 

MARTA:

Twoja książka utwierdziła mnie w przekonaniu, że obrałam dobry kierunek w oswajaniu tej choroby i o ile nie była dla mnie drogowskazem, to na pewno nie uważam,że nie jest wartościowa, bo jest i pokusiłabym się o stwierdzenie, że mogłaby być rozpowszechniana przez lekarzy, jako broszura informacyjna, takie pierwsze kroki w chorobie, bo we wstępnej fazie choroby, gdy człowiek ma mętlik w głowie i łyse placki na niej, jest w szoku i zadaje to pytanie: “DLACZEGO JA”, to Twoja książka myślę, że byłaby pomocna w rozpoczęciu pracy nad sobą i podjęcia próby zrozumienia sytuacji w jakiej się znaleźliśmy.
Także podsumowując na pewno poleciłabym Twoją książkę wszystkim osobom, które zmagają się z tą chorobą, jednym, żeby się z nią zapoznali, a innym, żeby sobie odświeżyli wiedzę w zakresie Alopeci i postępowania z nią.
Bardzo Ci dziękuję, że postanowiłaś opisać swoją historię, na pewno będę do tej książki wracała.

Historia Zuzi – opowiada jej mama Pani Ania

Witajcie

Ostatnio mój organizm się zbuntował i na tydzień czasu wyłączył mnie z jakichkolwiek działań. Natomiast już dochodzę do siebie, siły wracają :). Już na dniach relacja ze spotkania w Gdyni oraz moja osobista refleksja z ostatnich dni.

A dziś historia, którą opowiadam Pani Ania o tym jak radzi sobie z łysieniem plackowatym u jej córeczki Zuzi:

Jestem mama Zuzi, w listopadzie skończy 13 lat. Od roku walczymy z łysieniem. Zuzia jest obciążona, choruje na Hashimoto, które nasiliło się właśnie rok temu. Zuzia jest odciążona skłonnościami do chorób autoimmunologicznych.
Wasze dzieci zachorowały , bo jakiś czynnik spowodował wytworzenie przeciwciał przeciw mieszkom włosa, ale to pewnie wiecie. Jedynie co można zrobić, co zmniejszyć ilość przeciwciał to dieta. Łatwo powiedzieć, ale jak? Nie ma na to lekarstwa jedynie dieta i sposób życia, czyli jedynie co możemy zrobić to odciążyć organizm dzieci tak aby mógł się podnieść i żeby nie wytwarzały się przeciwciała. Zuzia jest podobna do Kuby, chodź lubi niektóre warzywa i to nas ratuje. Generalnie jest ciężka do jedzenia. Chodź to mogło ja ratować bo instynktownie odrzucała to co jej szkodzi.
Co znaczy odciążyć organizm? Zabrać wszystko to co może przeszkadzać w podniesieniu się, w regeneracji. Dieta bez glutenu, bez nabiału, bez napoi, słodyczy, gotowych, przetworzonych produktów. I zanim zacznę, to nie chodzi o modę na “bezglutenu”, dieta bezglutenowa nie jest lekarstwem! Gluten jest bardzo obciążający i jeśli zabierzecie go z diety (na jakiś czas) organizm skupi się na regeneracji. A nabiał bardzo często jest nie tolerowany przez organizm, ale objawy są tak nie zauważalne, że jemy go nie wiedząc do czego nas to doprowadza (moją młodszą córkę do Hashimoto). Należy też zmniejszyć chemię gospodarczą, pasta bez fluoru (np.Ziaji), delikatne proszki do prania, płyny do płukania, do mycia mydła z tego co można by zjeść, czyli z oliwy, z naturalnych składników. Wiem, że brzmi to przerażająco ale u nas zadziałało! Żeby Was wesprzeć opowiem z grubsza moją historie, żebyście zobaczyły, że jestem zwykłą kobietą z blokowiska, która powiedziała NIE, nie będzie tak wyglądać moje dziecko, NIE PODDAM się.

 

Mój ukochany mąż jest chory na dwie choroby cukrzycę młodzieńczą i Hashimoto, Zuzia była super zdrowym dzieckiem, w wieku 6 lat zaczęła słabnąć, być bardziej zmęczona. Ale nic nie podejrzewaliśmy. Urodziłam drugą córkę w wieku 1 1/2 zachorowała na Hashimoto szok! Nie dowierzanie, jak to! Wtedy z Zuzią było już oraz gorzej, bardzo inteligentna ale jakby spowolniła się. I wtedy dowiedzieliśmy się o tz. ukrytym Hashimoto. Czyli, dużo przeciwciał ale tarczyca jeszcze działa. Miała 8 lat. Od tego momentu było już tylko źle, mnóstwo specjalistów. A 2017 roku tarczyca się poddała i właśnie wtedy zauważyliśmy pierwsze objawy łysienia, to nie były placki włosy wypadały jej z okolic czoła idąc przez przedziałek. Wyszło wysokie tsh, więc endokrynolog stwierdził, że to przez to i przez wakacje odrośnie. I tak też było przez wakacje odrosło. A później przyszedł wrzesień i nieszczęsna siódma klasa, Zuzia została jeszcze przewodniczącą klasy, chodź się nie pchała, ale dzieci ja lubią bo jest wyrozumiała i potrafi rozmawiać z nauczycielami, tyle, że to ją dużo kosztuje (mimo prośby wychowawczynie nie zmieniła wyboru). Październik, przełom listopada sobotni wieczór, Zuzia siedzi uśmiecha się w mokrych włosach prawie po pas, nachyla się i mokre włosy opadają odsłaniając ogromną plamę na boku głowy. Z drugiej strony odkrywam to samo ROZSYPUJE SIĘ NA DROBNE KAWAŁKI Z ROZPACZY! Już czuje, że to będzie koszmar. Trafiliśmy do trychologa wspaniałej kobiety, pomogła na chwilę. Później do lekarki z fundacji “Jak Motyl”. Pomogła, przepisała kurację. Włosy wypadły wszystkie w ciągu 4 miesięcy. Dzięki kuracji wypadały i odrastały tak szybko, że dermatolodzy mieli problem czy to łysienie, czy Zuzia sobie wyrywa włosy. To też był dramat, sama sobie wyrywałam, żeby zobaczyć czy będą takie same jakie te, które znajduje na podłodze, nie były. W końcu trafiliśmy do douczonej lekarki dermatolog. Pomogła. Ścięliśmy włosy i wyjechaliśmy z całą rodziną na dwa tygodnie w czasie świąt Wielkanocy, żeby przez chwilę oderwać się, od lekarzy i tłumaczeń w szkole dlaczego dziecko chodzi w czapce. Włosy przez lato odrosły ale już lato się kończy i właśnie mamy świeżutkie placuszki. Łysienie plackowate to jak życie na bombie nie wiesz kiedy wybuchnie. Jedyna walka to zdrowa dieta I JEST TO DO ZROBIENIA! Pracuje, mam daleko rodziców nikt nam nie pomaga, I MOŻNA! Kluczem do choroby mogą być wirusy, które uruchomiły namnażanie się przeciwciał, nietolerancje pokarmowe i STRES. U Zuzi pomogło oczyszczanie wątroby (lekarstwem z apteki za 10 zł), uszczelnienie jelit (dietą, zupą), oczywiście po konsultacji lekarza. Uszczelnienie jelit to bardzo ważny aspekt, poczytajcie!! Zuzi podaje cynk, 6000 witaminy D, na równowagę układu nerwowego różaniec górski Rhodiola Rosea (najlepszy z firmy SWANSON). Przeszliśmy gehennę z dermatologami, koszmar. Jedna pomogła, niestety przepisała steryd, który pomógł uspokoił stan zapalny, ale spowodował, że włosy Zuzi urosły wszędzie nawet na czole. Steryd to Dermovate i jeszcze na pobudzenie odrostu włosów Minovivax 5%. Od trychologa kupiliśmy kurację MEDICEU ICALS DRY, droga ale włosy odrastały bardzo szybko, z tym, że te które wcześniej umarły i tak wypadły. Dzieciom trzeba zrobić badania na pasożyty, Candidę, boreliozę, przeciwciała reumatologiczne i tarczycy. U nas wyszły źle badania boreliozy (będziemy jeszcze sprawdzać, to skomplikowane), przeciwciała reumatologiczne nieznacznie podwyższone i Candida. Trzymajcie się i zacznijcie od diety, całą rodziną my tak zrobiliśmy i wszystkim nam to na dobre. Zrezygnujcie z pizzy, pierogów, słodkich bułek, ciasteczek, chleba, jogurtów, serów, płatków z mleczkiem na śniadanie. Zuzia na śniadanie je zupę, banana. Na kolację np. sznycla z indyka albo kurczaka z warzywami, świeżym ogórkiem, papryką. Kukurydzę czy fasolkę (z puszki) na oleju z kokosa. Frytki z batatów albo ze zwykłych ziemniaków. Je tylko gorzką czekoladę, pije dobre soki i dobrą wodę (najlepiej w szklanych butelkach). Piszę o tym tak dokładnie, bo często kobiety mówią, nie mam czasu na gotowanie, jak to bez chleba, bułek, płatków na mleku. Pyszne jest mleko owsiane, migdałowe i ryżowe (najtańsze). Da się i nie potrzeba worka pieniędzy, ale wymaga to WYSIŁKU, ZMIANY NAWYKÓW, SPOSOBU ŻYCIA. TROCHĘ ZWOLNIĆ I TZ. SLOW FOOD. Obecnie u Zuzi odnowił się stan zapalny, pojawiły się placki na czubku głowy, bo przez wakacje pofolgowała z dietą i stres szkolny już zaczął swój proces. Włączyłam steryd. Ale na stan zapalny, na ukojenie skóry można też użyć zwykłego Panthenolu 15% (duży procent). Spróbowałam ale zbyt się boję czekać. Proces postępuje szybko, dlatego niestety steryd.
Pozdrawiam

Kozieradka

Witajcie

Dziś o wcierce z kozieradki.  Czy słyszeliście o niej?

Z tego co ostatnio słyszałam i czytałam to ma sporo właściwości pod kontem funkcjonowania i poprawy zdrowia organizmu.  Między innymi poprawia trawienie, chroni wątrobę, spełnia rolę eliminacji pasożytów w przewodzie pokarmowym. Kolejną jej zaletą jest regulacja poziomu cukru we krwi.

Natomiast to co mnie najbardziej zainteresowało to, to że stosuje się nią również na włosy. Wpływa  na poprawę ich wyglądu i jakość włosów.

 

Co raz częściej stosuję się ją również jako wcierkę do włosów, dzięki której podobno pojawia się dużo nowych włosów tzw. ” baby hair” . Słyszałam już od kilku osób że ją zaczęły stosować. Z ich opinii efekty są natomiast trzeba ją stosować regularnie – wtedy widać że pomaga na wypadanie włosów.  Takim najprostszym domowym sposobem jest zalać  kozieradkę wodą – wrzątkiem, poczekać jak tak przygotowany napar się zaparzy i ostygnie :).

Minus – jej zapach – jest specyficzny – trzeba się przyzwyczaić 🙂

Kolejny plus- myślę, że jest tania w zakupie i prosta do przyrządzenia :).

Dajcie znać jeśli już próbowaliście i jakie efekty, jak to wyglądało 🙂

 

pozdrawiam serdecznie

Sylwia

 

 

 

Projekt podaj dalej :)

Witajcie

Jeszcze w 2016 roku stworzyłam Projekt Podaj Dalej z Łysienie Plackowate!

Staram się cały czas go sumiennie wypełniać rok w rok :).

Z uwagi na to, że w ciągu tych dwóch lat sporo się zmieniło i co raz więcej osób się tym tematem interesuje – to puszczam projekt ponownie w Świat 🙂 .

Niech idzie i dotrze jak najdalej!

 

Jeśli oglądasz ten film pierwszy raz a minął tydzień, dwa tygodnie, miesiące, lata od jego publikacji – nieważne!
Jeżeli po obejrzeniu tego filmu będziesz chciał/a go PODAĆ DALEJ – zrób to 🙂

Pozdrawiam serdecznie

Sylwia 🙂

Historia Dzesiki

Choruje 20 lat, od 17 roku życia z mega wzlotem po 3 latach i porażkami (mniejszymi i większymi) po drodze… W każdym razie dało się żyć, zaczesywać i funkcjonować z własnymi włosami. Zaszłam w ciąże w lutym 2017 roku, mając braki nad lewą skronią, przechodzące w kierunku góry głowy, ale spoko, przedziałek, suszarka, lakier i żyłam normalnie . W marcu 2017 roku buuum jestem w ciąży – szok, niedowierzanie itp… w momencie, kiedy się wogóle tego nie spodziewałam. W 3 miesiącu ciąży czas było na zakrywanie placków – w moim wypadku rozjaśniacz, bo łatwiej było mi to ukrywać, ginekolog się zgodził, choć odpowiedzialność brałam ja – wiedziałam, że tak będzie i świadomie farbowałam włosy. O matko od 5 miesiąca ciąży zaczęła cała głowa zarastać, najpierw meszkiem, szybko ciemniały, było ich dużo i wszędzie na głowie, zaczynały wystawać spod tych wcześniej zaczesywanych, wiatr nie był żadnym problemem. Takie 100% odrostu i to w szalonym tempie, do porodu w 4 miesiące cała głowa GĘSTO zarosła. W tym czasie tylko witaminki dla ciężarnych – prenatal uno potem classic z duo. Super wyniki, ciąża luzik – na przełomie 8/9 miesiąca wygoniono mnie z pracy, bo się bali, że się coś wydarzy, a ja sił na pracę miałam sporo, czułam się fantastycznie, no jak na 13 kg do przodu góry bym przenosiła – serio!!! Włosy rosły rosły….
Przenosiłam o tydzień, wzorowo do szpitala się stawiłam, wywołanie, szybka reakcja na kroplówkę i pierwsze problemy. Mały nie chciał/nie mógł się sam urodzić.  3,5 godz ścisłej akcji porodowej, decyzja o cesarce i mały W był na świecie… 2-3 dni zero ogarnięcia, psychika zdeptana – to ponoć przez hormony. Chciałam tylko do domu wrócić, bo tam zawsze łatwiej i już 4 doby wracamy. Mały łysy, ojciec łysy ja dalej bujną czupryna. Pojawia się problem – nie mam pokarmu, żeby zaspokoić głód dziecka – aaa co to był za dramat, cycek, dokarmianie butelką, nie wiesz ile wypił, ile mu jeszcze trzeba. Robi się nerwowa atmosfera, ja zamiast szczęśliwa ryczę po nocach nad laktatorem, że nie jestem w stanie wykarmić itp. Po 1,5 miesiąca dajemy sobie spokój – mały tylko na modyfikowanym, ja się jeszcze z tym nie potrafię pogodzić.

Ale życie biegnie, przyzwyczajamy się do nowej sytuacji, mały W cudowny [Obrazek: biggrin.png]
W marcu kolejny któryś raz u fryzjera i zaszalałam, nawet grzywkę sobie zrobiłam.[Obrazek: wink.png]  i buuuum pod koniec marca 2018 (4 miesiące po porodzie ) zaczęło się. Wyczesywanie głowy, najpierw prawego zakola, potem tyłu. Włosy ruszyły na maksa ;/ W kwietniu miałam cały tył głowy przezrzedzony. W maju zaczęła się góra robić rzadka. Tyłu już nie było. Włosy były wszędzie tylko nie na głowie. Od ok 20 maja zaczęłam fotografować, jeszcze było czym zakrywać. Na początku czerwca zaczęłam mówić bliskim co się dzieje. Leciały leciały, morze łez wylane… Moją misją był 8 lipca – urodziny 95te dziadka i wytrzymałam, a potem to już coraz bardziej z górki. Wakacje zepsułam totalnie, codziennie płacząc nad zaczesywaniem i wyczesywaniem m.in zobionej grzywki (2 tyg temu). 16 sierpnia – urodzinowy prezent sobie zrobiłam – zakupiłam perukę, bo już nie było sensu, ścięłam swoje i dopiero dramat zobaczyłam, że z tego co mi zostało – jak ja dałam radę się zaczesywać.
Teraz się przyzwyczajam do braku własnych włosów (10% zostało – a i tak widzę, że polecą), do nowych nie moich (syntetycznych). I za krótko, żeby się do tego odnieść.
Ale, żeby nie było… jestem na leczeniu dermatologicznym, które nic nie wnosi póki co, ginekolog po wielu rozmowach hormonami mnie nie naszpikował, trafiłam w czerwcu do endokrynologa – badamy się. Ale cala trójka nie zna lekarstwa, żeby zatrzymać wypadanie, podłoże nerwowe – trudny poród, problemy z kamieniem, rozchwiana hormonalnie po ciąży – takie wnioski na ten moment. Wierzę jeszcze, że coś endo wymyśli… Stresów mi nie brakuje – niestety…
Ale ciąże będę wspominać super[Obrazek: smile.png] zobaczenie malucha na świecie jeszcze lepiej :[Obrazek: smile.png] to co  się dzieje teraz cieżko oganąć i wytłumaczyć – ale cała ta choroba to takie g…. nieprzewidywalne ;/